Jej Mroczna Złość postanowiła się dziś podzielić kolejną ze swoich genialnych refleksji, więc słuchajcie uważnie, drodzy wyznawcy.
Otóż, jest coś oczyszczającego w porządkach przeprowadzanych w bibliotece. Jej Złowieszczość nakazała przewietrzyć regały jej całkiem prywatnym, wielkim i troszkę zatłoczonym świętym przybytku największej rozkoszy. Czasami po prostu trzeba wpuścić świeżego powietrza pomiędzy stronice, przerzucić woluminy z wielką miłością i odnowić intymne związki z każdym tytułem. Książki bowiem, moi mili, to nie tylko narzędzia, to nie tylko przyciski do papieru – każda z nich jest kochankiem czy kochanką. Jej Mroczna Podłość nie pozwoliłaby sobie na myślenie o nich w jakikolwiek inny sposób i inaczej nie pozwala ich swym niewolnikom traktować. Miłość z danym woluminem może być trudna, może być gwałtowna, może być nawet... cykliczna, ale ona zawsze tam właśnie jest.
Otóż, jest coś oczyszczającego w porządkach w bibliotece również dlatego, że można paru nieznośnych, nieoczekiwanych woluminów najzwyczajniej się pozbyć. To ta trudna miłość, której nawet Jej Wielka Mroczność doświadczyła. I to nie raz. Po raz kolejny przy porządkach paru kochanków należało odesłać, pchnąć w inne, czekające na nich ręce, bądź poświęcić na ołtarzu wiecznych płomieni.
Ale Jej Złowieszcza Mość wie, że przyjdą nowi. Są tuż za rogiem, a jej niewolnicy już czekają na ich przybycie.
Porządki w bibliotece są niezwykle przyjemne, gdyż wiążą się z macaniem kochanków, tzn. Książek :)
OdpowiedzUsuń