piątek, 23 listopada 2012

Święte bibliotek progi


Są takie miejsca, gdzie nawet Jej Jaśnie Mroczność chadza zawsze piechotą. Zwłaszcza, jeśli te miejsca mają wiele schodów i sporą ilość regałów pełnych ślicznych, zgrabniutkich tomików pełnych literacko-naukowych bezeceństw. Biblioteki – bo w takich miejscach chadza się zawsze piechotą, ewentualnie pada na kolana i czci jakieś co bardziej trącące geniuszem teksy – otóż biblioteki są zdecydowanie tworami sił nieczystych. Chociaż Jej Złowieszczość absolutnie uwielbia większość przybytków chaosu wypchanych potencjalną destrukcją, to biblioteki uważa za twór tych sił nieczystych, które ludzie nazywają dobrymi czy porządnymi. Bo, widzicie, drodzy wyznawcy, te wszystkie dobra, te wszystkie potencjalne rewolucje albo muszą w mury tych opresyjnych murów wrócić, albo w ogóle nie wolno ich wynieść. I to ostatnie właśnie Jej W Pełni Złowieszcza Pani uważa za największa obrazę skierowaną w twarz nie komu innemu, a swojej czcigodnej osobie.

Choć nie tak wielką jak wprowadzenie ochrony w te przybytki czytelniczych rozkoszy. Nie ma na szczęście wielu miejsc takiego jawnego opętania Ideą Porządku, ale sama ich obecność w Jej Łaskawej Mroczności budzi odrazę i wszelkie odruchy właściwie kapłankom najczarniejszych mroków. Składanie wizyt w tych świątyniach przeistacza się w karykaturalną grę pomiędzy wyznawcą (Jej Złowieszczość, choć kocha głównie siebie, tutaj chyli nisko swe czoło) a cerberem, któremu nakazano odedrzeć każdego z ich zawiłych i mało godnych artefaktów mocy.

Jej Złowieszczość nie jest zachwycona, w swoim rozczarowaniu i zdecydowanym afroncie namawia do podzielania jej niechęci w ramach należnych jej hołdów.

środa, 31 października 2012

Witajcie, witajcie.

Jej Złowieszczość postanowiła rozpocząć tenże rok swojego żywota w sposób do tej pory przez nią unikany. Chociaż wie, że pewnie większość was, niegodnych śmiertelników, nie zdaje sobie sprawy z zaszczytu, jaki właśnie upadł na wasze podłe głowy, Jej Złowieszczość zacznie dzielić się z Wami swymi przemyśleniami. Może w końcu się czegoś was uda nauczyć.

Jej Złowieszczość kocha październik całym swoim czarnym serduchem. Wyobraźcie sobie, że cały cywilizowany świat zaczyna świętować wasze urodziny na cztery tygodnie przed datą, żeby zakończyć celebracje dzikimi pogańskimi obchodami. Nie, bale maskowe nie są i nigdy nie będą klasyfikowały się jako „zwykła impreza”. I jeśli zaatakujecie Jej Mroczność innym równie obelżywym, wulgarnym, przesączonym potocznością terminem to niczego nie zmieni. Jej Złowieszczość jest w stanie rozpatrywać „orgie współczesne” i „bale ku jej czci”. To by było na tyle.

Jej Złowieszczość uwielbia nawet najmniejsze, najbardziej kiczowate symbole swojego święta. Od plastykowych dyni, przylepianych nietoperków, po drożdżówki w kształcie kłów wampirzych i tekturowe miniaturowe kapelusiki czarownic (nawet te zatopione w tiulu).Więc nie bójcie się świętować! Oblewajcie swoje obdrapane klatki girlandami potwornymi, zapudrujcie pajęczyny (co zawsze jest wygodną i stylistycznie efektowną alternatywą do sprzątania), utrudnijcie sąsiadom przejście strategicznie rozstawionymi dyniami ze styropianu. Jeśli mieszkacie w domach sugeruję nie skąpić czarnej farby i zniczów. Te ostatnie są, niestety, bardzo niedoceniane. Czemu wolimy postawić sztuczny nagrobek na balkonie, niż użyć o wiele radośniejszego, kolorowego zniczyka, przechodzi pojęcie Jej Złowieszczości.

Jej Złowieszczość nie jest zbyt zainteresowana waszymi opiniami, ale zaprasza serdecznie do składania jej czci w komentarzach.