piątek, 23 listopada 2012

Święte bibliotek progi


Są takie miejsca, gdzie nawet Jej Jaśnie Mroczność chadza zawsze piechotą. Zwłaszcza, jeśli te miejsca mają wiele schodów i sporą ilość regałów pełnych ślicznych, zgrabniutkich tomików pełnych literacko-naukowych bezeceństw. Biblioteki – bo w takich miejscach chadza się zawsze piechotą, ewentualnie pada na kolana i czci jakieś co bardziej trącące geniuszem teksy – otóż biblioteki są zdecydowanie tworami sił nieczystych. Chociaż Jej Złowieszczość absolutnie uwielbia większość przybytków chaosu wypchanych potencjalną destrukcją, to biblioteki uważa za twór tych sił nieczystych, które ludzie nazywają dobrymi czy porządnymi. Bo, widzicie, drodzy wyznawcy, te wszystkie dobra, te wszystkie potencjalne rewolucje albo muszą w mury tych opresyjnych murów wrócić, albo w ogóle nie wolno ich wynieść. I to ostatnie właśnie Jej W Pełni Złowieszcza Pani uważa za największa obrazę skierowaną w twarz nie komu innemu, a swojej czcigodnej osobie.

Choć nie tak wielką jak wprowadzenie ochrony w te przybytki czytelniczych rozkoszy. Nie ma na szczęście wielu miejsc takiego jawnego opętania Ideą Porządku, ale sama ich obecność w Jej Łaskawej Mroczności budzi odrazę i wszelkie odruchy właściwie kapłankom najczarniejszych mroków. Składanie wizyt w tych świątyniach przeistacza się w karykaturalną grę pomiędzy wyznawcą (Jej Złowieszczość, choć kocha głównie siebie, tutaj chyli nisko swe czoło) a cerberem, któremu nakazano odedrzeć każdego z ich zawiłych i mało godnych artefaktów mocy.

Jej Złowieszczość nie jest zachwycona, w swoim rozczarowaniu i zdecydowanym afroncie namawia do podzielania jej niechęci w ramach należnych jej hołdów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz